niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 1

Witam i zapraszam na pierwszy rozdział mojego opowiadania pt. ,,Historia Pewnej Miłości,, :)
________________________________________________________________
Był wieczór, niestety nie można było podziwiać gwiazd. Niebo zostało przysłonięte przez chmury, z których w każdej chwili mógł spaść deszcz. Ze wszystkich okien w Malfoy Manor sączyło się światło, oświetlające gdzieniegdzie ogród. Mężczyzna po pięćdziesiądce przechadzał się po małym gabinecie. Był to śiwiejący blondyn o ciepłych stalowych oczach, w których tańczyły iskierki. Zmarsczył brwi i westchnął. W pewnym momencie drzwi się otworzyły, a w nich stanęła blondynkach o równie stalowych oczach, jak mężczyzna.
- Podjąłeś decyzję, Lucjuszu? - zapytała spokojnie kobieta. W głębi duszy znala odpowiedź.
- Podjąłem - powiedział cicho.
- Więc na co czekasz?- wycedziła trochę zniecierpilwiona. Dla niej ta sytuacja również była przykra, ale nie mieli innego wyboru.
- Jak ja mam mu to powiedzieć?! - powiedział nieco głośniej niż zamierzał- Mam, od tak powiadomić go ,, Synku, musisz jak naszybciej wyjść za tą szlamę, bo to poprawi naszą reputację.'' czy może raczej ,,Zaszantażujemy tą biedną kobietę, żeby za ciebie wyszła.''- zatrzymał się na chwilę- Narcyzo, to takie trudne...-szepnął.
- Wiem, Lucjuszu- odezwała się blondynka- Zrozum, że nie mamy innego wyboru. Przecież to nie będzię...- zawahała się-  szantaż.To tylko propozycja.
- Cyziu, nie bądź naiwna... Dobrze wiesz, że to co robimy to czysty szantaż. Powiedz , co ty byś zrobiła gdybyś mogła odzyskać bliską ci osobę po ponad 3 latach, wzamian za ślub z osobą, której nie kochasz? - powiedział zdenerwowany mężczyzna. Narcyza spóśćiła wzrok speszona.- No właśnie.
- Luc...- zaczeła kobieta, ale urwała, gdy jej mąż kręcił przecząco głową.
- Tak wiem, kochanie. Nie mamy innego wyboru. Zaraz do niego pójdę i wszysko wyjaśnię. - rzekł spokojnie, ale Narcyza wiedziała, ze sprawia mu to wiele bólu. Podeszła do niego powoli i przytulił delikatnie.
- Zobaczysz, wszystko się ułoży, a my kiedyś będziemy szczęśliwą rodziną...-szepnęł mu z czułością do ucha.
***
Lucjusz Malfoy stanął przed swoim jedynym synem, który pogrążony był w lekturze i zdawał się go nie zauważać.
-Ekhem..- odkaszlnął mężczyzna.
- Ojcze, przepraszam. Nie zauważyłem cię - młody blondyn o stalowych oczach wstał z wygodnego fotela, nieco zdezorientowany. Malfoy Senior usiadł na kanapie obok miejsca, w którym jego syn przed chcwilą odpoczywał.
- Usiądź, Draconie. - poweidział chłodno.
,,Znowu ubrał tą swoją maskę nienawiśći. Taki niby twardziel, chyba coś jest nie tak..'' Przemknęło przez myśl młodszemu mężczyźnie. Chłopak wrócił na swoje wcześniejsze miejsce i rzekł:
- O co chodzi, tato?
- Hmm... Synu... Masz już dwadzieścia osiem lat i...czy nie myślałeś, że czas się ustatkować?- zapytał z nutką kpiny w głośie.
Draco w odpowiedzi tylo wywrócił oczami.
- Dobrze wiesz, że dobrze mi się żyje, tak jak jes...-  zaczął, ale nie dane było mu skończyć, ponieważ przerwał mu ojciec.
- Oczywiście, że odpowiada ci życie kobieciarza. Mi też by się takie podobało. - młodszy blodyn już miał zaprzeczać, ale stwierdził, że to nie ma sensu.
- Dlatego, postanowiliśmy z matką wybrać ci godną partnerkę.
- Ależ, ojcze! Chyba nie myślisz, że ożenię się z pierwszą lepszą kobietą, jaką spotkam!- krzyknął chłopak.
- Uspokój się, Draconie. Nie masz tu nic do gadania... Prawda jest taka, że to małżeństwo będzie...jakby to powiedzieć?. Czysto polityczne. Wiesz dobrze, że nazwisko Malfoy jest szkalowane, gdy tylko nadaży się ku temu okazja. Dzięki temu związkowi nasz ród odzyska szacunek i dobre imię.
- Jak moje małżeństwo może w tym pomóc?!- powiedział głośno blondyn.
- Ojjj, Draco. A w Hogwarcie mówili mi, że jesteś wyjątkowo mądry. Jeszcze nie rozumiesz? Ożenisz się z...Hermioną Granger. -zakończył Lucjusz, a w jego głosie dało się wyczuć kpinę.
W salonie zapanowała cisza. Nagle wszstko zaczynało się składać w jedną spójną całość.
- Chcesz, żebym związał się z Granger, tylko dlatego, bo jest szlamą i przyjaciółką Potter'a. Wtedy ludzie będą myśleć, że Malfoyowie się zmienili, ponieważ ich pierworodny syn z mugolaczką, a dodatko z koleżanką ,, Złotego Chłopca''. - powiedział spokjnie, mając na twarzy maskę obojątności.
- Ale ona się na to nie zgodzi - kontynował swoją wypowiedź były Ślizgon. Mała iskierka nadzieji, spowaodowała, że uniusł delikatnie koąciki ust.
- O tym też pomyślałem. -zapewnił starszy mężczyzna. Wyciągną z kieszeni swojego długiego brązowego płaszu kopertę, którą wcześniej dostał od swojej żony. Draco przejrzał szybko zawartoś zawinątka, a z jego twarzy znikł cień uśmiechu.
- Mówłeś, że się zmieniłeś! - krzykną w jego stronę.
- Synuu, nie dramatyzuj.
- Nie dramatyzuję! Stwierdzam fakty. To co chcesz, żeby zrobił to zwykł SZANTAŻ!- wziął kilka głębokich wdechów i zaczął już spokojnie. - Dobrze wiesz, że nie przepadam za tą kobietą, ale chyba nie mam innego wyboru... Zrobię to, ale nie dla ciebie. Zrobię to dla mamy. Mam dość patrzenia na nią, gdy płącze, z powodu głupich uwag twoich ,,kolegów''.
- Cieszę się, Draco, że rozumiesz powagę sytuacji. Kiedy zamierzasz do niej iść?- zapytał z uśmichem triumfu na twarzy.
- Jutro pójdę.- powiedział cicho. Wstał z fotela powiedział cicho ,, dobranoc'' i udał się do swojej sypialni, by wszstko przemyśleć. Na początku był sceptycznie nastawiany do tego małżeństwa, ale teraz zrozumiał, że dzięki temu cały świat czarodziejów znów zacznie usługiwać Malfoyom. Uśmiechnął się do siebie i zasnął.

***

Ładna, dwudziesto-ośmio szatynka smacznie spała w swoim pokoju. W pewnym momencie jej powieki zaczęły drgać, by po kilku sekundach odsłonić jej czekoladowe oczy. Kobieta usiadła zaspana na łóżku i popatrzył się na budzik, który wskazywał godzinę dziesiątą. Uwielbiała soboty. W te dni mogła odpocząć od uciążliwej pracy w Ministerstwie Magii. Wkońcu stanowisko kierowniczki oddziału w św. Mungu do czegoś zobowiązywało. Wstała i ruszyła do łazienki, po drodze zatrzymując się w małym pokoju swojego synka, Anthony'ego.


Pomieszczenie był użądzone w niebieskich kolorach, pod ścianą stało małe łóżko, na podłodze leżały zakurzone zabawki. Szafa, stolik, nic nadzwyczjenego. Zwykła dziecięca sypialnia. ,,Szkoda tylko, że pusta.''  powiedziała do siebie Hermiona.
Tony był dzieckiem jej i Rona. Chłopczyk zaginął trzy lata temu. Miał wtedy zaledwie dwa latka. Harry i Ron, wraz z aurorami przetrzęśli cały świat w poszukiwaniu chłopca. Niestety poszukiwania się nie powiodły. Ron swój smutek i żal próbował ukryć przy pomocy Ognistej, przez co stał się agresywny. Porzucił Hermionę, wtedy gdy ona poterzebowała go najbardziej. Pomimo tego, była Gryfonka nie poddała się. Nadal wierzy, że jej mały synek żyje i ma się dobrze. Wierzyła, że kiedyś go odnajdzie. Preszła się powoli po pokoju, wspominając czasy, gdy w tym miejscu bawiła się z małym dzieckiem o kręconych, kasztanowych włosach i czekoladowych oczach.



Uśmiechnęła się smutno i usiadła na małym łóżeczku. Z zamyślenia wyrwał ją dzwonek do drzwi. Myśląc, że to Ginny przyszła w odwiedziny (wczoraj umówiły się na spotkanie) nie przejeła się swoim strojem. Była to biała, krótka koszula nocna, która więcej odrywała niż ukrywała.
- Hej, Ginn...- nie było dane jej skończyć, ponieważ stała oko w oko z przystojnym blodynem o stalowych oczach.
- Witaj, Granger -uśmiechnął się ironicznie - Nie trzeba było się tak ładnie dla mnie ubierać, kotku... Chociaż...
- Nie jestem twoim kotkiem, Malfoy - powiedziała przez zęby, a na jej policzkach wykwitł rumieńcec. W pierwszym odruchu chciała zamknąć mu drzwi przed nosem, ale mężczyzna spodziewał się tego i szybko włożył nogę w szparę.
- Musimy pogadać – odpowiedział spokojnie.
 -  O ile wiem to nie mamy wspólnych tematów.
 - Granger, nie wygłupiaj się. Posiadam pewne informację, które mogą cię zainteresować.
 - A wiec?
 - Nie zaczyna się zdania od ,,a więc''. Mogę wejść?
Dziewczyna nic nie mówiąc, odsunęła się, by zrobić przejście blondynowi. Zaprowadziła go do salonu, gdzie mężczyzna od razu rozsiadł się wygodnie na kanapie.
 - Poczekaj chwilę, tylko się przebiorę – rzuciła w jego stronę.
 - Mi się podoba tak jak jest.
Zgromiła go wzrokiem i zniknęła za drzwiami pobliskiego pokoju. Założyła na siebie białe spodnie, bluzkę w tym samym kolorze i szary sweter. Zestaw wyglądał tak.

Gdy Hermiona zajmowała się swoim ubionerm Draco zaczął rozmyślać na temat szatynki. Musiał przyznać, że doznał szoku widząc dzisiaj byłą gryfonkę, ale nie dał tego po sobie poznać. Zmieniła się i to bardzo. Miała idealną figurę, pełne, malinowe usta, lśniące loki sięgające jej do łopatek, długie zgrabme nogi i piękne czekoladowe oczy, w których tańczyły wesołe iskierki. Musiał przyznać, że wypiękniała. Dodatkowo pociągał go fakt, że nie peszyła się w jego obecności jak inne dziewczyny. Zawsze potrafiła mu odpyskować i była dla niego niedostępna. W pewnym momencie zaświtało mu w głowie, że może nie będzie tak źle z wypełnieniem woli ojca. Jego rozmyślania przerwało pojawienie się gospodyni. Hermiona, przypominając sobie dobre maniery powiedziała:
- Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. Ja tylko na chwilę. -dziewczyna dziękowała Merlinowi, że chłopak odmówił, bo nie wyobrażała sobie, żeby robić herbatę temu egoisteycznemu Ślizgonowi.
- No to się streszczaj, nie mam całego dnia. - powiedziała oschle była Gryfonka.
- Wyobraź sobie, że ja też, Granger- uśmiechnął się szelmowsko, widząc jak się denerwuje.
- No, dobra - udawając zawiedzionego kontynuował- Zacznijmy od początku. Mam dla ciebie propozycję.
- Malfoy ma propozycję dla szlamy...- zamyśliła się kasztanowłosa.
- Tak, właśnie. Jak wiesz po wojnie moja rodzina straciła szacunek wśród czarodzieji, przez co utraciliśmy naszą włądzę. Mojemu ojcu to nie leży, zresztą mi też, dlatego szukamy rozwiązania tego problemu.
- Merliniee...Malfoy, co mnie to obchodzi! - powiedziała zniecierpliwiona kobieta.
- Uznaliśmy z ojcem, że najlepszym rozwiązaniem będzie, jakby to ująć...TY.
- Słucham? Nie bardzo rozumiem.
 - Uważamy, że jeśli zwiąże się z czarownicą mugolskiego pochodzenia, inni pomyślą, że nasza rodzina się zmieniła, jak i zmieniła zdanie na temat szlam – zauważył, że wypowiadając ostatnie słowo, mięśnie szatynki się napięły, ale nie przejmując się tym mówił dalej – dzięki temu jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że odzyskamy dobre imie. A jaka inna czarownica z mugolskiej rodziny nadawałaby się, jeśli nie najlepsza przyjaciółka Pottera. Dlatego moja propozycja brzmi: zostań moją żoną, Granger.
Dziewczyna zaczęła się śmiać. Starała się uspokoić, ale to nic nie dało.
- Skończyłaś? -zapytał poirytowany.
- Oj, Malfoy... Czy ty się potknąłeś i uszkodziłeś sobie główkę? Lepiej idź do św. Munga, ale i tak myślę, że już jet za późno na pomoc - powiedziała przez łzy - Powiedz mi...dlaczego miałaby się zgodzić na ten idiotyczny plan?
- Ponieważ, jak już mówiłem, mam informacje, które cię zaciekawią.
- Informację, mówisz... Nie sądzę, żeby jakiekolwiek informacje przekonałby mnie do ślubu z tobą.
- O ile mi wiadomo...3 lata temu zaginął ci syn.  Lucas. Prawda?
Była Gryfonka przestała się momentalnie śmiać, a w jej oczch pojawiły się łzy.
- Tak się składa, że wiem gdzie chłopiec się znajduje. Wystarczy jedno twoje słowo, a pomogę ci go odnaleźć.
 - A jaką mam pewność, że mówisz prawdę?
Zamiast odpowiedzi, młody mężczyzna podał Hermionie kopertę, którą dostał od ojca. Dziewczyna otworzyła ją i wyjęła plik zdjęć, na których był przedstawieny mały chłopiec z burzą brąowych włosów. Widać, ze zdjęcia były robione z ukrycia, ponieważ były nie dokładne, ale Hermiona bez wahania rozpoznała na nich swojego synka.
 - Teraz mi wierzysz? Jaka jest twoja odpowiedź?
Milczała przez dłuższą chwilę, ledwo hamując szloch.
 - Daj mi czas muszę to przemyśleć – jej wzrok cały czas był utkwiony w zdjęciach. Po policzku spłynęła samotna łza.
 - Masz czas do jutra, zjawię się około 18:00 – odpowiedział podnosząc się z kanapy – a teraz będę się zbierał.
Dziewczyna nie zareagowała. Siedziała wpatrzona w dowody na życie jej małego synka. Tony żyje.

Draco sam musiał wyjść z domu, ponieważ jego właścicielka była zbyt ogłupiała, by cokolwiek zrobić. Jemu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Odniósł sukces. Cichy głosik podpowiadał mu zwycięstwo.
______________________________________________________________________
I co myślicie? Zapraszam do komentowania :)  Rozdział II w niedalekiej przyszłości ;)
Pozdrawiam :*



czwartek, 14 stycznia 2016

PROLOG

Witam serdecznie wsztstkich moich czytelników i zapraszam na prolog mojego opowiadania pt. ,,System''. Mam nadzieję, że spodoba Wam się ta historia :)
_________________________________________________________________________________


- Narcyzoo! Wróciłem. - powiedział głośno Lucjusz Malfoy, wchodzący do Malfoy Manor.
Ładna kobieta po 50-ce odłożyła książkę i wstała z wygodnego fotela. Popatrzyła na swojego męża i uśmiechnęła się promiennie.
- Witaj, Lucjuszu. -odpowiedziała i przytuliła się do mężczyzny.
Malfoy Senior usiadł na obszernej kanapie i chwycił się za głowę. Narcyza już wiedziała, że coś jest nie tak. Bardzo kochała swojego partnera. Co prawda, skrzywdził ją, i to nie raz, ale szczerze za to przepraszał. Po śmierci Voldemorta blondyn stał się nowym człowiekiem, pogodnym i wesołym (co  nie zmieniało faktu, że nadal był uprzedzony do szlam i zdrajców krwi).
- Kochanie, co się stało? W pracy coś nie tak? - zapytała troskliwie Narcyza.
- Merlinie...- westchnął.- Bardzo nie tak. Minęło ponad 13 lat od wojny, a ludzie nadal są do nas uprzedzeni, nadal uważają ród Malfoy'w za obrzydliwych morderców. Dlaczego nie mogą uwierzyć,  że się zmieniliśmy?!...To znaczy, ja się zmieniłem. Ty i Dracon jesteście niewinni. Mogliby chociaż wam dać spokój! -powiedział smutno. 
- Lucjuszu. Nie możesz o wszystko obwiniać siebie. Cała nasza rodzina jest wplątana w to bagno po uszy. Dobrowolnie wkroczyliśmy w szegi Śmierciożerców. Ludzie potrzebują dowodu na naszą poprawę! Sam fakt, że przestałeś ubliżać wsztskim na około nie wystarczy.
-Więc, co proponujesz, Cyziu?- zakpił meżczyzna. Dobrze wiedział, że czarodzieje muszą mieć czarno na białym pokazane zanim uwierzą w cokolwiek.
Kobieta wyciągnęła z wcześniej odlożonej książki kopertę i podał ją głowie rodziny. Malfoy otworzył ją ostrożnie, by nie podrzeć papieru. Zaniemówił gdy przejrzał jej zawartość. Od razu zrozumiał o co chodzi jego żonie.
- Informacje wzamian za małżeństwo?. -  bardziej stwierdził niż zapytał.
- Nie ma innego wyjścia, Lucjuszu. Draco musi się z nią ożenić.
_________________________________________________________________________________

Wiem, że prolog jest bardzo któtki, ale mimo to, mam nadzieję, że Was zainteresuje :)
Komentujcie :)
Pozdrawiam :*


wtorek, 5 stycznia 2016

MINIATURKA 1

 Nie udało mi się.
Zawiodłem.
Nie spełniłem tego, co przyrzekłem sam sobie już dawno.
Nie zdążyłem ochronić swojej ukochanej.
Teraz, gdy razem ze wszystkimi widzę ją umierającą, z ogromnym trudem powstrzymuję łzy. Obiecałem sobie, że mimo wszystko będę ją chronić. Pomimo tego, że ona od lat próbuje się mnie pozbyć. A ja? Tak, ja też chciałem ją zabić, uważałem ją za najgorszego wroga. Jednak to nie ma już znaczenia. Od wielu miesięcy nie miało żadnego znaczenia. Pokochałem tą kobietę. Pokochałem kobietę, która nie jest dla mnie, która jest  z moim najlepszym przyjacielem, tą, która chciała mnie zabić i tą, którą chciałem uśmiercić . A teraz pragnę jedynie jej szczęścia i bezpieczeństwa. Chcę, aby żyła. Pragnę każdego dnia widzieć jej kasztanowe włosy, wesoły uśmiech i karmelowe oczy, w których tańczą radosne iskierki.
To wszystko stało się tak nagle, tak niespodziewanie... Był piękny dzień, który nie zwiastował żadnych nieszczęść.  Ja z Weasley'em przyźjanimy się od roku. Ron przestał zadawać się z Potterr'em. Nie wiem dlaczego, nigdy nie poruszał tego tematu. Chodziłem z Pansy, a Rudy z Granger... Cieszyłem się, że Hermiona się zgodziła na spotkanie ze mną.
Postanowiłem pospacerować po Hogwarckich błoniach wraz z przyjaciółmi. Trzeba było skorzystać z jednego z niewielu dni podczas, których na dowrze nie ma praktycznie nikogo. Ron przyszedł z Hermioną, a ja przyprowadziłem Pansy. Wszyscy dobrze się bawiliśmy, śmiejąc się na świeżym powietrzu. Potem postanowiliśmy się rozdzielić. Ja spacerowałem z  Weasley'em i rozmawiałem o planach przyszłość. Nasze dziewczyny poszły w przeciwną storonę, również rozmawiając o czymś z uwagą.
Kilka razy minęliśmy się. Każda okazja, aby ją spotkać była dobra. Prawda?  Gryfonka była nie tylko piękna, ale też mądrą dziewczyną. Mój kupel, Ron jest ogromnym szczęściarzem, że ma taką dziewczynę.
- Cieszy mnie, że nasze dziewczyny zażegnały swój konflikt - rzekł Weasley widząc, że obie się uśmiechają i gawędzą jak stare, dobre przyjaciółki.
- Ja także jestem szczęśliwy z tego powodu – odparłem spokojnie, spoglądając ukradkiem na brązowowłosą .Na moment nasze spojrzenia skrzyżowały się.
My nadal staliśmy w miejscu, a one coraz bardziej się zbliżały. Nagle coś zaszeleściło, a z zarośli obok nich wypełzł ogromny, czarny wąż. Swoją drogą, ciekawe jak tam się znalazł?
Pansy i Granger odskoczyły do tyłu przerażone, a kasztanowowłosa dodatkowo syknęła z bólu, zwierze ukąsiło ją w nogę. To wszystko stało się tak szybko, nawet tego nie zauważyłem. Hermiona po chwili upadła, a gad z powrotem zniknął w zaroślach. Obaj  przerażeni do niej podbiegliśmy.
Żałuję, że nie zdołałem jej wtedy ochronić. Teraz leży umierająca. Moja piękna Hermiona, która nie wie jak bardzo ważna jest dla mnie, umiera. Pewnie myśli, że skaczę z radości z tego powodu. Gdyby tylko wiedziała, że prawda jest inna. Gdyby miała pojęcie jak bardzo ją pokochałem....
- Hermiono, nie odchodź, błagam – powiedziałem do niej, choć i tak pewnie nie mogła mnie usłyszeć. Byłem z nią sam, jej chłopak i Pansy pobiegli po pomoc, pozostawiając Gryfonkę pod moją opieką.
- Malfoy? To ty? – Usłyszałem słaby głos. Kobieta podniosła powieki i spojrzała w moją stronę.
- Hermiona – rzekłem zaskoczony, myślałem, że jest nieprzytomna. – Nic nie mów, oszczędzaj siły – poleciłem.
Nie posłuchałaś.
Nigdy mnie nie słuchałaś.
- Ty się o mnie martwisz, Draco? – Zapytała, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Odpowiedziałem jej uśmiechem.
- To koniec,  – szepnęła słabym głosem. - Wybacz mi wszystkie winy – powiedziała – Wygrałeś tą wojnę.
- Wybaczam, ale to nie koniec– powiedziałem. – Wyzdrowiejesz. Wojnę z tobą już dawno zakończyłem… - znów nie dała mi dokończyć.
- Nie Draco, ja umieram – rzekła, jej głos był taki cichy, taki słaby.
- Nie Hermiono, nie umrzesz. Nie pozwolę ci na to – powiedziałem stanowczo. – Pani Pomfrey cię wyleczy.
- Powinieneś świętować, Malfoy. Przecież tego pragnąłeś. Zawsze chciałeś mnie zabić, tak jak ja ciebie.
- Już dawno zawładnęłaś mym sercem, Granger.
- Kochasz mnie, Draco?
- Nie mów nic, nie marnuj swych sił – poleciłem kolejny raz.
Czy mówiłem już, że nigdy mnie nie słuchałaś, Hermiono?
- Umieram. Umieram szczęśliwa, bo jestem w twym sercu. Żegnaj, Draco – powiedziała głosem jeszcze słabszym niż wcześniej, a potem przymknęła powieki.
- Hermionaa, nie!
Odeszła.
Moja brązowooka Gryfonko, dlaczego mnie zostawiłaś?
______________________________________________________________________

Niestety napisanie całego rozdziału w jeden dzień jet ponad moje siły, dlatego narazie wstawiam tylko miniaturkę. Nie ma ona nic wspólnego z moim opowiadaniem, ale nie chciałam, żeby blog był taki pusty ;)
Mam nadzieję, że miniaturka się Wam spodoba.

Zα¢zαяσωαиα

niedziela, 3 stycznia 2016

Witam wszystkich wielbicieli Dramione

 Zα¢zαяσωαиα wita wszystkich wielbicieli Harry'ego Pottera na swoim pierwszym blogu o Dramione. Będę tu publikować opowiadanie pt: Historia Pewnej Miłości.
Rozdziały będą się pojawiać nieregularnie. Czasem dodam też miniaturkę
o Draco i Hermionie. Pierwsza część mojego opowiadania pojawi się
prawdopodobnie jutro, ok. godziny 18:00.
Mam nadzieję, że spodobają się Wam historie, które opiszę i polecicie mnie znajomym :)
Piszcie w komentarzach swoje opinie i wskazówki, które pomogłby
mi w dalszym prowadzeniu strony.
Jeśli mi się uda, to jeszcze dzisiaj opublikuję prolog.


Dozobaczenia, czrodzieje!

Zα¢zαяσωαиα





Obserwatorzy

Lydia Land of Grafic